1. Google w ogóle nie zna Twojej strony
Najpierw ustalmy fakty. Wpisz w Google: site:twojadomena.pl (bez spacji, z Twoim adresem). Jeśli wyników jest zero — Google nigdy nie odwiedziło Twojej strony albo nie zapisało jej w indeksie. To inna sytuacja niż „jestem daleko w wynikach": Ciebie po prostu nie ma w bazie.
Co robić: załóż bezpłatne konto w Google Search Console, dodaj swoją domenę i zgłoś mapę strony (sitemap). To oficjalny kanał „Google, tu jestem". Bez tego czekasz, aż wyszukiwarka trafi na Ciebie przypadkiem — co przy nowej stronie bez linków może nie zdarzyć się nigdy.
2. Twoja strona sama prosi Google, żeby jej nie pokazywać
Brzmi absurdalnie, a to klasyka: strona ma w kodzie znacznik noindex — instrukcję „nie pokazuj mnie w wynikach". Zostaje po budowie strony, gdy wykonawca zapomniał go zdjąć z wersji roboczej.
Jak sprawdzić: otwórz swoją stronę, naciśnij Ctrl+U (zobaczysz kod), potem Ctrl+F i wyszukaj „noindex". Jest? Znalazłeś winowajcę. Do sprawdzenia też plik twojadomena.pl/robots.txt — jeśli widzisz tam „Disallow: /", strona blokuje robotom wejście na całą witrynę.
3. Strona ładuje się wieki
Google mierzy szybkość stron i wolne spycha w dół — a użytkownicy uciekają z nich, zanim cokolwiek zobaczą, co spycha je jeszcze niżej. Błędne koło.
Jak sprawdzić: wejdź na PageSpeed Insights (pagespeed.web.dev), wklej swój adres. Wynik poniżej 50 na telefonie to czerwona lampka. Najczęstsi winowajcy: zdjęcia prosto z aparatu po 8 MB, dziesiątki wtyczek i tani hosting.
4. Na stronie nie ma słów, którymi szukają Cię klienci
Google nie zgaduje. Jeśli klient szuka „hydraulik pruszków awarie", a Twoja strona mówi tylko „Witamy na naszej stronie! Oferujemy kompleksowe usługi najwyższej jakości" — nie istnieje żaden powód, żeby Google Was połączyło.
Jak sprawdzić: wypisz 5 fraz, które wpisałby Twój klient (czynność + miasto to najczęstszy schemat). Otwórz swoją stronę i szukaj ich w treści przez Ctrl+F. Nie ma? Google też ich nie znajdzie. Tu nie chodzi o upychanie słów na siłę — chodzi o to, żeby strona mówiła językiem klientów, nie językiem broszury.
Google nie czyta między wierszami. Jak czegoś nie napiszesz, tego dla wyszukiwarki nie robisz.
5. Strona rozjeżdża się na telefonie
Ponad 60% wyszukiwań w Polsce to telefony i Google ocenia przede wszystkim wersję mobilną Twojej strony. Strona, którą trzeba rozciągać palcami, w praktyce nie konkuruje o nic.
Jak sprawdzić: weź telefon (nie zmniejszone okno na komputerze, prawdziwy telefon) i przejdź całą stronę: czy tekst jest czytelny bez przybliżania, czy przyciski da się trafić kciukiem, czy formularz działa. Pięć minut, pełna jasność.
6. Nikt w internecie o Tobie nie wspomina
Linki prowadzące do Twojej strony to dla Google dowód, że istniejesz naprawdę. Strona-samotna wyspa, do której nie prowadzi nic, startuje z ostatniego rzędu.
Minimum, które załatwisz w jeden wieczór: profil w Google Maps (dawne Google Moja Firma — dla firm lokalnych to ważniejsze niż niejeden „link"), branżowe katalogi, profile w mediach społecznościowych z linkiem do strony. To nie jest rocket science — to odhaczanie listy.
7. Bijesz się w wadze, w której nie masz szans
„Strony internetowe" — z tą frazą konkurujesz z całą Polską. „Strony internetowe dla gabinetów stomatologicznych warszawa" — tu konkurentów jest garstka, a klient, który to wpisuje, dokładnie wie, czego chce. Nowa strona wygrywa na frazach długich i lokalnych, nie na jednowyrazowych hasłach.
Jak sprawdzić: wpisz swoją wymarzoną frazę w Google i policz, ile stron przed Tobą to ogólnopolskie portale i giganci. Jeśli cała pierwsza strona — zawęź frazę o miasto, specjalizację albo problem klienta i spróbuj ponownie.
Sprawdziłeś wszystko i dalej nic?
Jeśli te siedem punktów masz czysto, a strona dalej nie łapie ruchu, problem zwykle siedzi głębiej: w technologii, na której stronę zbudowano, w strukturze treści albo w tym, że strona jest po prostu wolna i szablonowa — o czym pisałem w tekstach o realnych kosztach stron i wyborze drogi: kreator, szablon czy zlecenie.