Droga 1: kreator (Wix, Squarespace, Canva)
Kreator to klocki: przeciągasz, upuszczasz, strona stoi tego samego wieczora. I bywa, że to jest dokładnie to, czego potrzebujesz.
Kiedy kreator ma sens? Gdy dopiero testujesz pomysł na biznes i nie wiesz, czy za pół roku będzie istniał. Gdy potrzebujesz strony „na wczoraj" na jedno wydarzenie. Gdy Twoim jedynym celem jest to, żeby wizytówka z adresem i telefonem w ogóle była w sieci. W tych sytuacjach naprawdę nie warto mi płacić — postaw stronę w kreatorze i wróć do roboty.
Gdzie jest haczyk? W trzech miejscach. Po pierwsze, abonament: 60–150 zł miesięcznie brzmi niewinnie, ale po trzech latach masz wydane 2–5 tysięcy — cenę porządnej strony, tyle że bez niczego na własność. Po drugie, SEO: kreatory generują ciężki, wolny kod, a w Google konkurujesz z tysiącami stron zbudowanych na tych samych klockach. Po trzecie — i to boli najbardziej — nie możesz się wyprowadzić. Strony z kreatora nie zabierzesz na własny hosting. Kończysz abonament, strona znika.
Droga 2: gotowy szablon (najczęściej WordPress)
Ktoś kupuje szablon za 200–300 zł, podmienia logo i teksty, bierze za to 1000–2000 zł. Tak wygląda spora część rynku „tanich stron internetowych".
Kiedy to działa? Gdy trafisz na rzetelnego wykonawcę, który uczciwie mówi, że to szablon, dobierze go sensownie i skonfiguruje porządnie. Masz stronę na własność, na swoim hostingu, z możliwością rozbudowy. Za te pieniądze — uczciwy deal.
Gdzie jest haczyk? Szablony są projektowane, żeby dobrze wyglądać w sklepie z szablonami, a nie żeby sprzedawać Twoje usługi. Są przeładowane funkcjami, których nie użyjesz, a które spowalniają stronę. No i wyglądasz jak setki innych firm — bo dokładnie ten sam szablon kupiły setki innych firm. Klient tego nie nazwie, ale to poczuje.
Szablon odpowiada na pytanie „jak szybko mieć stronę". Projekt na zlecenie — na pytanie „jak zdobywać klientów".
Droga 3: strona na zlecenie
Projekt od zera: ktoś siada, poznaje Twój biznes i buduje stronę pod Twoich klientów — od struktury treści po każdy piksel. Kosztuje najwięcej (o konkretnych widełkach pisałem w osobnym tekście) i trwa najdłużej, zwykle 2–4 tygodnie.
Kiedy się opłaca? Prosty test: policz, ile jest wart dla Ciebie jeden klient. Jeśli to kilkaset złotych i więcej — fryzjer to może być wyjątek, ale gabinet, kancelaria, warsztat, firma budowlana czy producent już nie — to strona, która przynosi choćby jednego klienta miesięcznie więcej, spłaca się w pierwszym roku. Wszystko powyżej to czysty zysk przez kolejne lata jej życia.
Gdzie jest haczyk? W wykonawcy. „Na zlecenie" potrafi znaczyć wszystko — od rzemieślnika, który zna się na SEO i sprzedaży, po studenta przepakowującego szablony (patrz: droga 2, tylko drożej). Zanim podpiszesz cokolwiek, zadaj pięć pytań z artykułu o kosztach — odsiewają skutecznie.
Decyzja w 3 pytaniach
- Czy biznes przeżyje rok? Nie wiesz → kreator. Wiesz → czytaj dalej.
- Czy klienci szukają Cię w Google? Nie, przychodzą z polecenia → wystarczy szablon u rzetelnego wykonawcy. Tak → potrzebujesz czegoś, co realnie konkuruje w wynikach.
- Ile jest wart jeden klient? Kilkadziesiąt złotych → szablon. Kilkaset i więcej → strona na zlecenie to nie koszt, tylko najtańszy handlowiec, jakiego zatrudnisz.
I jeszcze jedno, niezależnie od drogi: domena zawsze ma być Twoja, zarejestrowana na Ciebie, nie na wykonawcę czy platformę. To jedyna rzecz, której w razie czego nie odbudujesz — adres, pod którym znają Cię klienci i Google.